—-----------------------   Lato 1915 r.    —––––––––––––-

„(...) Pociąg wlókł się bardzo powoli, w Siedlcach stał bez końca. Przyjechaliśmy do Białej z dużym opóźnieniem, ale konie zamówione czekały. Z radością usiadłem na bryczkę wiejską, spojrzałem na ładne konie, furman był bardzo miły - przed wieczorkiem przyjemnie się jechało najpierw szosą, potem boczną drogą ze 20 km. Po drodze pokazał mi furman Leśną (Leśna Podlaska- red.), Przepełnioną popami i mnichami prawosławnymi. Roiło się ich pełno koło cerkwi, w ogrodzie, przy klasztorze. Leśna z Matką Bożą Cudowną była dla unitów jednym z najświętszych miejsc na Podlasiu. Opanowali ją prawosławni, ale dawni unici, teraz katolicy, chodzili jednak od czasu do czasu do Leśnej choć popatrzeć na swoją Panią, zabraną im przez carat.(…) Ludności rdzennie prawosławnej w okolicy prawie nie było, prawosławni byli urzędnicy, wojskowi i policja z rodzinami.Ciemno było, gdy bryczka zajechała przed ganek Wólki Nosowskiej. Marychna bardzo serdecznie mnie witała, kolacja i herbata były już na stole(…). Czesław Wroczyński przebywał wówczas w którymś z miast aż za Wołgą, aby zdawać egzamin lekarski(…) od wiosny tam przebywał, pisując często kartki do żony. Mieli dopiero jednego syna Mańka, który miał chyba niecałe 2 lata. Marychna oczekiwała w ciągu 2 miesięcy następnego dziecka. Postanowiono, że dla jej zdrowia i dla Mańka codziennie po obiedzie będziemy chodzić na odległe spacery.(…) chodziliśmy daleko dróżkami i miedzami wśród pól, zrywaliśmy masę kwiatów, obserwowaliśmy różne owady, którymi Maniek był bardzo przejęty.(…) Rozmawiałem z Marychną na najrozmaitsze tematy, też i religijne(…). Przyjeżdżał tu czasem bardzo inteligentny ksiądz z Konstantynowa. (…) Wroczyńscy mieli dużo książek, przeważnie francuskich i co dzień do południa zajmowało mnie czytanie,(…) w Wólce przeczytałem od deski do deski „L 'Origine des especes“ Darwina i kilka jeszcze książek z biologii.(…)

(…) Prowadziłem też pogawędki polityczne z rządcą panem Szronkowskim, z ekonomem, furmanem, a najwięcej z dzierżawcą sadu, który miał zazwyczaj wiele czasu i zbierał skrzętnie wszystkie plotki o wojnie. Tu w Wólce jak i w Bogdanach nie było żadnych dysput odnośnie orientacji politycznych. Choć to były strony dawniej częściowo unickie, gdzie opór względem caratu był kiedyś duży, nie wyczuwałem u nikogo chęci aby przyszli ci drudzy z Zachodu. „Oby wojna tu nie doszła“ - życzyli sobie wszyscy. Pobicie Niemców da złączenie polskich ziem i wtedy na pewno będzie nam lepiej. Śpiewnie mówiący lud podlaski ogromnie mi się wtedy podobał przez serdeczność chyba dużo większą niż u nas na Mazowszu. Może ci ludziska byli trochę leniwi i powolni, tak mawiał zawsze rządca pan Szronkowski. Z tego powodu pozwalał sobie czsem jakiemuś chłopakowi czy dziewczynie wlepić parę uderzeń szpicrutą, czego mu Marychna absolutnie zabraniała - on mawiał „Niech się pani dziedziczka spyta, czy mają o to pretensje. Ojciec ich pasem wali często, to i ode mnie tę jedną szpicrutę zniosą“.(…). Z tym panem Szronkowskim, jak gdzieś dalej wyjeżdżał, chętnie zabierałem się, aby oglądać nieznane mi okolice. Jeździliśmy parę razy do Białej, kiedyś do Platerowa, gdzie była wspaniała hodowla simmenthalerów - chodziło o kupno buhajka dla Wólki ale pan Szronkowski orzekł, że będący na sprzedaż jest za drogi i ma jakieś wady.(…)

(…) Niemcy odbili Rosji Przemyśl i Lwów(…) szykowała się ofensywa na Wołyń i Lubelszczyznę. Przychodziły do Wólki gazety z Warszawy(…) Marychna denerwowała się ogromnie, czy Czesław aby wróci z Rosji przed ewentualnym przyjściem tu Niemców - istotnie przy jej stanie bliskim rozwiązania pobyt tu na wsi przed nadchodzącym frontem był czymś szczególnie niebezpiecznym.(…) Na szczęście gdzieś w połowie lipca przyjechał Czesław uradowany, rozpromieniony. Zdał egzaminy celująco(…) Gdy Czesław wrócił z Rosji od razu rozniosło się to po okolicy i zaczęły się bezustanne pielgrzymki chorych do Wólki. Czesław nie chciał odmawiać i przyjmował wszystkich.(…) Czesław robił badania z zamiłowaniem i z chęcią pomożenia naprawdę każdemu, brał niesłychanie tanio. Ludzie błogosławili go i wychwalali(…)Był to czas wycofywania się Rosjan na prawy brzeg Wisły. Podobno przez Białą szły pociągi ewakuacyjne jeden za drugim. W powietrzu zaczynało się czuć nastrój frontowy, plotki czerpane od dzierżawcy sadu donosiły o paleniu przez Rosjan wszystkich wsi i wypędzaniu wszystkich ludzi na wschód. Jakaś groza zawisła nad cichą dotychczas okolicą. W kościele ludzie płakali śpiewając suplikacje, sam miejscowy proboszcz był mocno wystraszony.

wspomnienia Kłoczowski str2 wspomnienia Kłoczowski str2  Wroczyńscy  Wroczyńscy

Źródło: Aleksander Kłoczowski „Wspomnienia mazowieckiego ziemianina z lat 1897-1951“

Publikację udostępnił: Piotr Wroczyński (wnuk Czesława Wroczyńskiego)

Opracowanie: Andrzej Hordejuk