Gospodarka odpadami pofermentacyjnymi


Inwestor w swoim uzupełnieniu twierdzi, że zostały zawarte umowy z 10 miejscowymi rolnikami na odbiór masy pofermentacyjnej, określa to jednocześnie jako nawóz (my będziemy nazywać to śmierdzącym odpadem). Otóż z naszych informacji wynika, że nie są to żadne umowy a jedynie listy intencyjne, a to duża różnica. Poza tym owi rolnicy umawiali się na ewentualny odbiór „śmierdzących odpadów“ wytworzonych w wyniku fermentacji biomasy a nie z różnego rodzaju dziadostwa typu padlina nazywane ładnie odpadami poubojowymi. Tego czegoś nikt z miejscowych nie odbierze. Być może inwestor zamierza zabrać to coś do Warszawy. Poniżej fragment raportu.














Czerpiąc z doświadczeń mieszkańców miejscowości w których zostały wybudowane biogazownie wiemy, że największym problemem są rozrzucane na polach odpady pofermentacyjne (śmierdzące odpady).

Miejmy świadomość, że każdy z nas czy to z Wólki czy z Kornicy czy innej miejscowości w gminie, może mieć taki śmierdzący odpad tuż za oknem. Czy możemy do tego dopuścić?


Poza tym porównując ten „śmierdzący odpad“ z obornikiem, z punktu widzenia rolnika aby uniknąć przenawożenia nie należy stosować więcej niż 30 ton/ha. Przeliczmy, 10 rolników ma odebrać 28000ton „śmierdzącego odpadu“  (dodajmy, że powierzchnia użytków rolnych w naszej gminie wynosi nieco ponad 10000 ha, czyli prawie trzykrotnie mniej), czyli na jednego rolnika przypada 2800 ton. Taką ilość jeden rolnik musiałby rozrzucić na prawie 100 ha. Przy czym nie należy stosować obornika co roku na to samo pole. Wnioski nasuwają się same. To jest ściema?








       








Powrót